Drużyna Zielonej Stali: Początek.

master_dwarf_by_alexanderexorcist-d63b1gdNastał nowy dzień, słońce ledwo wychyliło się sponad horyzontu, a Bolfur jeden z 5 krasnoludów z naszej elitarnej drużyny smażył już udziec z dzika, upolowanego uprzedniego dnia. U jego nóg leżał już spakowany plecak, a na nim widoczny zwinięty i przywiązany koc.
- Wstawać drużyna, śniadanie!-zakrzyknął swoim doniosłym głosem jak na starego dowódcę przystało.- Wszyscy czterej zwrócili swoje pretensjonalne spojrzenia ku pichcącemu co nieco dowódcy, w promieniach słońca połyskiwała jego czarna zbroja ze złotymi zdobieniami. Całe opancerzenie składało się z płytówki. Jej wygląd napawał trwogą, ale i głębokim szacunkiem. Widać po niej było ubytki, lepszy kowal mógłby opowiedzieć ciekawy kawał historii na jej temat, na pewno sięgającej czasy króla Ulryka z miasta górniczego Kharak-kazum. Na całej jej powierzchni było widać złote runy, emanujące drzemiącą w nich mocą i magią. Był to istny majstersztyk. Spod prawego ramienia na tejże zbroi znajdowało się widoczne zgrubienie mające 10cm. Z niego wychodził na zewnątrz topór obusieczny, bak rękojeści wskazywał, iż znajdowała się w owym zgrubieniu, sekret tego zgrubienia znali towarzysze Bolfura i jego wrogowie, niestety żaden nie jest w stanie go zdradzić. Nieboszczyki rzadko są gadatliwe. W środku poza trzonkiem znajdował się magiczny łańcuch, który dłużył się w nieskończoność, jedynie jego właściciel telepatycznie mógł go kontrolować. Z wyprostowanej ręki można nim było strzelić jak z armaty. Jedno mocniejsze szarpniecie ramieniem i został wciągnięty z powrotem. Cały łańcuch wraz z bronią był zielony i połyskiwał lekką aurą, jej źródłem były runy bitewne wyryte w ostrzu. Długie brąz włosy i brązowa broda z założonymi na niej pierścieniami ruszały się na wietrze.
- Na co czekacie, ruszać się, przed nami wiele kilometrów do pokonania. Szybko jeść, pakować się i ruszamy.- Wszyscy pośpiesznie zaczęli wykonywać swoje polecenia.
w ciągu 30 minut ruszyli w dalszą drogę. Tak maszerując udali się na trakt prowadzący z Kharak-kazum do Uzbyk-amun miasta handlarzy w świecie mieszkańców gór. Elitarna drużyna króla Aruka wracała z misji zlikwidowania tamtejszej szajki halfingów.
-Panowie, spisaliśmy się na medal.- wydał z siebie tubalnym głosem Ulfund, porucznik, znajdujący się pod dowódcą w hierarchii, cała ekipa, łącznie z Bolfurem, była ogromnie zdziwiona, rzadko można usłyszeć pochwałę od tego starego kowala run- Po powrocie będziemy pić! Ormuk nasz kapral i jednocześnie bojowniczy bimbrownik uraczy nas swoim nowym wynalazkiem, czyż nie?
-Oczywiście, będziecie zadowoleni- rzekł przepełniony dumą Ormuk, kolejny w hierarchii.
droga przez las, wyglądała na spokojną, lecz bohaterowie i tak trzymali broń w pogotowiu, każdy z nich bez wyjątku był w stanie użyć jej lepiej niż ktokolwiek inny. Zatem zgodnie z orężem jakim się posługiwali krasnoludzi z gwardii nosili swe przydomki. Zgodnie hierarchią:
Bolfur- dowódca- lecący topór. (magiczny topór na łańcuchu)
Ulfund- porucznik-młotodzierżca. (młot oburęczny, z jednym końcem zakończonym kolcami)
Ormak- kapral- korbacznik. (korbacz oburęczny)
Kurik- straszak- pięściarz (z knykci wystają mu zielone ćwieki, efekt wykorzystania grubych krasnoludzkich kości, nawiercone sś zdolne do posiadania w sobie wkręconych ćwieków, w dodatku magicznych bo zdolnych do zmiany długości)
Prem- szarak- nadziak (nadziak bojowy)
Bez tejże paki samozwańczych braci imperium gór byłoby jedną wielką anarchią. Każdy członek jest owiany swoją legendą tak samo jka wszyscy razem są owiani wieloma legendami, w większości prawdziwych, lecz zwykłe osoby nie muszą o tym wiedzieć.
Już zaczęło się ściemniać gdy nagle ziemia zaczęła się trząść, zaczęli spadać, ale nagle Prem znakomity wynalazca i inżynier wyrzucił małą paczuszkę, która po uderzeniu w ziemię urosła nagle i gwardia zdołała bezpiecznie wylądować i przeżyć upadek z wielu metrów.
Z ust kilku z nich dało się usłyszeć wiązankę przekleństw. Wzrok wszystkich skierował się ku oświetlonemu korytarzowi pełnego starożytnych rycin na ścianach. Na całej jego długości znajdowały się kaganki świecące fioletowymi płomieniami. Wszyscy po otrzepaniu się ruszyli w ich stronę. Niepokój i dezorientację w powietrzu czuć było tak samo mocno jak zdenerwowanie i widok napinających się muskuł krasnoludzkich pod pancerzami.
Na końu korytarza znajdował się ogromny pokój z wielkim, bogato zdobionym tronem pośrodku, wzdłoż ścan znajdowały się gobeliny przedstawiające walki pomiędzy starożytną rasą Eldariów przodków elfów i Kurukami przodkami krasnoludów. W niektórych miejscach znajdowały się nieznane herby i flagi.
- Panowie, to są symbole króla Haruka, tak, tego, który był władcą legendarnego królestwa wojowniczych krasnoludów. Sprzed 180 000 lat.- rzekł Kurik. Wszyscy z niedowierzaniem oglądali całe pomieszczenie. Nagle coś na końcu sali poruszyło się, jakiś ciemny cień szybki jak diabli, po chwili znów nastała cisza. Wciągu ułamku sekundy wszystkie bronie pojawiły się rękach towarzyszy, stojących w kręgu plecami do siebie. Momentalnie ze ścian zaczęła wypływać gęsta jak smoła czarna masa, która po chwili zaczęła się formować w wiele dziwnych istot wydających bulgoczące dźwięki, po których włosy stawały dęba. Jednakże herosi pozostali niewzruszeni, na ich twarzach nie pojawił się nawet cień strachu, za to mnóstwo zmarszczek pełnych determinacji. Przyjęte przez nich pozycje obronne świadczyły o wielu dekadach wojen i walk. Istoty jak jeden mąż zaczęły się powoli kierować w stronę kręgu wyraźne porozumiewając się bulgotaniem. Po chwili w środku Sali na wysokości około 5 metrów rozbłysło, a istoty zaczęły się rozpuszczać i z powrotem wsiąknęły pomiędzy kamienne elementy ścian. Zza tronu ukazała się wysoka postać.
-Witajcie- głos świadczył o kobiecie, a uszy o elfce- nazywam się…………… CDN

0 comments